Kilkaset przedsiębiorców czeka z gotowymi projektami inwestycji we własne elektrownie słoneczne – wynika z oceny polskich bankierów. To, co wstrzymuje inwestycje, to brak przepisów rozszerzających korzystne rozliczanie zielonej energii produkowanej w firmie. Nowelizacja prawa już jest w drodze. Czy znajdą się też pieniądze na elektrownie? – pyta Magdalena Skłodowska z portalu WysokieNapiecie.pl.



Banki poczuły zieloną falę na rynku. Do niedawna do inwestycji w odnawialne źródła energii podchodziły z dystansem, ponieważ nieźle się sparzyły na spadku cen zielonych certyfikatów. Niestabilność prawa i systemu wsparcia namieszały na polskim rynku OZE i wiele projektów, w które zaangażowały się banki, balansowało na krawędzi opłacalności albo wręcz bankrutowało. Teraz jest odwrotnie. Własna elektrownia słoneczna czy wiatrowa to projekt, z którym w ciemno można się zgłosić po kredyt, a finansiści widzą w tym jedno z lepszych źródeł dochodów. Jest jednak kilka rzeczy, na które zwracają szczególną uwagę.

Rynek zielonej energii rozruszały aukcje wsparcia OZE, z których największa była ubiegłoroczna, zdominowana przez nowe elektrownie słoneczne i wiatrowe. Wartość zakontraktowanej od nich energii w okresie 15 lat wynosi kilkanaście miliardów złotych. Wygrały spółki inwestujące z reguły w kilkanaście-kilkadziesiąt elektrowni słonecznych o mocy do 1 MW oraz inwestorzy budujący większe farmy wiatrowe.



Największe projekty wiatrowe finansuje Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju, ale też i mniejsze banki mają co robić. Tu szczególnie atrakcyjne są elektrownie słoneczne. Ale w przypadku wygranej w ubiegłym roku aukcji ryzyko podnosi krótki termin na realizację inwestycji. Elektrownia słoneczna musi w ciągu 18 miesięcy sprzedać energię do sieci, co oznacza, że w tym czasie powinna dostać koncesję z URE. Trudności z uzyskaniem koncesji to trudności ze zdobyciem finansowania.

Czytaj więcej na: biznesalert.pl

Zostaw swoją odpowiedź

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *